Po nagonkach medialnych na wiele tematów w tym in vitro naszło mnie na drobne przemyślenia na ten temat. Dokładniej chodzi o to jak Kościół Katolicki mający gołym okiem (niestety) wiele do gadania w naszym kraju zapatruje się an ten typ poczęcia. Duchowni na wszystkich szczeblach są zgodni z nauką Kościoła i twierdzą jednogłośnie, że od momentu połączenia plemnika i komórki jajowej należy traktować ów embrion na równi z dorosłym człowiekiem. Ja tutaj postaram się przedstawić mój krótki tok rozumowania dlaczego takie założenie jest wysoce szkodliwe.
Przeginanie w każdą stronę jest nie zdrowe, jednak traktowanie w ogóle nie rozwiniętego płodu na równi z dorosłym jest dużym przegięciem. No ale skoro wszyscy równi, to wyobraziłem sobie taki przypadek. Mamy 18 letniego młodzieńca oraz 80 letniego starca. Gdybyśmy musieli stracić jednego z nich, z pewnością decyzja padłaby na starca, argumentując że 8nasto latek ma więcej do stracenia i jemu należy się darowanie życia. Przecież jest młody, ma życie przed sobą, a starzec zapewne i tak umarłby niebawem. Zakładam, że większość by się ze mną zgodziła i w podobnych sytuacjach, gdy dany mamy tylko wiek naturalnym byłoby oszczędzenie młodszego. Tym samym tropem rozumując gdybyśmy mieli wszczepioną Kościelną moralność i podobny dylemat jednakże do wyboru byłaby zapłodniona komórka jajowa oraz żywy człowiek, musielibyśmy go również zabić oszczędzając embrion. Przecież on ma teoretycznie więcej życia przed sobą niż jakikolwiek narodzony człowiek, czy miałby on 10 czy 80 lat. Jednak myślę, że mało kto zdecydowałby się zabić dorosłego człowieka niż dokonać „zabójstwa” komórki jajowej połączonej z plemnikiem. Proszę sobie wyobrazić co by było, gdyby jednak jakaś matka stanęła przed dylematem czy nie dopuścić do rozwoju właśnie poczętego dziecka, czy urodzić i umrzeć, a przy tym była gorliwym Katolikiem.
Powyższy tok rozumowania może i wydaje się dziwny ale moim zdaniem jest prawidłowy, chcąc rozumować tak jak każe Kościół. Zakazując in vitro argumentuje to tym, że ginie wówczas wiele embrionów. Czy są one wszczepiane do organizmu matki i tam giną czy dzieje się to w probówce wg mnie nie ma większego znaczenia, bo 3 godziny po zapłodnieniu nie mają nic wspólnego z dorosłym człowiekiem. Mimo to moralność narzucana przez duchownych nakazuje się sprzeciwianiu in vitro.
Cała ta głupia zasada przypomina mi problem od ilu źdźbeł słomy zaczyna się stóg. 1 na pewno go nie tworzy, Kościół jednak chce nas przekonać, że jak mamy już jedno źdźbło to mamy stóg, a dokładanie kolejnych nie zmieni faktu posiadania przez nas stogu, tylko jego rozwój. Na szczęście jednak nie wszyscy stracili zdolność samodzielnego wnioskowania i myślenia, i jawnie sprzeciwiają się słowom Kościoła, który chce pozbawić macierzyństwa nikomu nie wadzących małżeństw.
Zostaw komentarz